Knihobot

Łuka Wiesław

    Tento autor je uznávaným polským prozaikem, reportérem, literárním kritikem a scenáristou. Jeho dílo se vyznačuje hlubokým vhledem do společenských témat a mistrovským používáním jazyka. Prostřednictvím svých děl zkoumá složitost lidské existence a hledá odpovědi na zásadní otázky. Jeho styl je sugestivní a poutavý, což čtenáře vtáhne do jeho vyprávění. Autorova tvorba představuje cenný příspěvek k polské literatuře.

    Głupiejemy
    A nuż, widelec...
    Nie oświadczam się
    • Nie oświadczam się

      • 288 stránek
      • 11 hodin čtení
      4,0(679)Ohodnotit

      W Wigilię Bożego Narodzenia 1976 roku pod kołami dwóch autobusów zginęła kobieta w ciąży, jej mąż i trzynastoletni brat. Morderstwa dokonali członkowie jednej rodziny przy milczącym udziale kilkudziesięciu mieszkańców. Motywem zbrodni była kradzież wędliny na weselu... Wiesław Łuka relacjonował przebieg procesu, w którym sądzono niemal całą wieś. A gdy dziś, po trzydziestu pięciu latach wraca na miejsce zbrodni, słyszy, że jest szatanem... Wojciech Tochman: 'Nie oświadczam się' to reporterskie studium zła: przenikliwie zdokumentowane i świetnie napisane.

      Nie oświadczam się
    • Uważny Czytelniku, będziesz miał spore kłopoty z doliczenie m się i ogarnięciem wszystkich bohaterów opowieści z wielu krajów świata. Zalecają się w tym tomie do Ciebie bohaterowie literaccy, filmowi i teatralni. Czeka Cię niemały wysiłek czytelniczy i sam musisz ocenić, czy Ci się on opłaci. číst celé

      A nuż, widelec...
    • To była najgłośniejsza zbrodnia PRL. Powiem więcej: czegoś podobnego nie było wówczas w historii polskiej kryminalistyki. Sąsiedzi zamordowali sąsiadów na oczach 30 osób, które biernie obserwowały wszystko zza szyb autobusu. Nikt nie zareagował. To, co się działo wokół tej zbrodni, było jeszcze bardziej przerażające niż ona sama. Sprawcy i świadkowie jechali tamtej nocy na pasterkę. Po drodze dokonali morderstwa, przenieśli ciała na drogę, żeby upozorować wypadek. Potem zapakowali się z powrotem do autobusu, pojechali do kościoła, zdążyli jeszcze zmieścić się w pasterkowym nabożeństwie, by mieć alibi. Modlili się, śpiewali kolędy, przekazywali sobie znak pokoju z rodzinami ofiar. Wyobraża sobie pani coś takiego? Fragment książki

      Głupiejemy