Andrzej Stanisław Kowalczyk Knihy






Warsztat i dom garncarza na Keramejku stały na łagodnym wzniesieniu. Kiedyś widać stąd było Bramę Dipylońską, ale z czasem zasłoniły ją nowe domostwa i warsztaty, tłoczące się jak statki na redzie w Pireusie. Attyka, myślał Andreas, jest okrętem płynącym na południe pod żaglem Parnasu, ku Krecie, Rodos i Aleksandrii. I świat płynie, innego nie znając stanu. Hoplita odstawił włócznię, zdjął z pleców tarczę i usiadł pod jesionem. Pierwszy przywitał przybysza Strepsjades, obejrzał go sobie i obwąchał sandały. Andreas przyniósł jęczmiennego chleba i oliwy. Czeladnik Archelaos krzątał się wokół pieca, w którym wypalał dachówki dla garbarza Pelagiosa. Nie jadłem od kilku dni powiedział żołnierz, usprawiedliwiając swoją łapczywość. Nazywam się Proksenos. Odłamał kawał chleba i umoczył go w oliwie. Ładnie pachnie. Chleb i attycka oliwa, dwie z trzech rzeczy, których najbardziej łaknę. Widzę, że wojna cię nie nasyciła powiedział Andreas. Wojna nie syci, wojna rozbudza apetyt. I przysparza pracy Charonowi roześmiał się hoplita, głaszcząc Strepsjadesa. Zwierzęta, piesku, nie znają wojen, tym darem bogowie uszczęśliwili jedynie ludzi. Tylko raz wyruszyłem na wojnę powiedział Andreas ale zawarto rozejm, zanim zostałem zabity.
Ataman zginął w Paryżu. Trafiony kulami Szwarcbarda, upadł na bruk wąskiej rue Racine, dwa kroki od bulwaru Saint-Michel. Do innej Petlura przywykł przestrzeni, inne przemierzał drogi. Szwarcbard był Żydem z Ukrainy, tułaczem, paryżaninem. Szalom Szwarcbard, poeta, zegarmistrz, żołnierz francuski i czerwonoarmista, znał Atamana tylko z widzenia. Nie miał jednak pamięci wzrokowej, nosił przy sobie kartkę ze zdjęciem Petlury z leksykonu Laroussea. Wydarł ją z książki i obnosił po mieście jak list gończy, talizman, wyrok nieznanego trybunału. Ataman stołował się z żoną i córką w restauracji Chartier na rue Racine. W niewielkim mieszkaniu na rue Thnard nie było kuchni, jedli więc w Chartier. Restauracja istnieje do dziś. Zachowała swój secesyjny wystrój z początku wieku, gdy zachodzili tam bohaterowie Żeromskiego. I fasady domów na rue Racine zobaczycie te same. We wtorek 25 maja 1926 roku Petlura jadł obiad sam. Szwarcbard czekał na niego na ulicy, nieopodal księgarni Giberta. Pan Petliura? zapytał po ukraińsku. Nie giniemy anonimowi, śmierć, jak policjant, sprawdza naszą tożsamość. Ataman odwrócił się i usłyszał raz jeszcze: Vous-etes monsieur Petloura? Podniósł laskę, jakby chciał odsunąć natręta. Broń się, psie! zawołał Szwarcbard, ale Petlura był bezbronny.
Z Neapolu do Palermo podróżujemy pociągiem przez cały dzień. Brak wagonu restauracyjnego, jedynie dwie samoobsługowe szafy z napojami, batonami i chipsami. Ludzie z wyrafinowanymi gustami kulinarnymi nie potrafią zaakceptować takiego menu, a głód staje się odczuwalny. Po przyjeździe na Palermo Centrale idziemy pieszo do naszego mieszkania na Via Giudici. Nasz gospodarz Daniele dzwoni, aby upewnić się, że dotarliśmy na właściwy dworzec. Przesyła mi kod do skrytki z kluczem do mieszkania. Po porzuceniu bagaży wychodzimy na kolację, czując euforię. Rano Daniele przychodzi, by załatwić formalności i zaprzyjaźniamy się. Rozmawiamy o greckich metopach z Selinuntu oraz o trzech poematach fortepianowych Szymanowskiego, które nawiązują do Odyseusza. Daniele mówi, że Europa jest Grecją. Dyskutujemy o współczesnych hoplitach broniących jej w Charkowie. Po południu Daniele przynosi kompakt z "Królem Rogerem", edycję Naxosa z 1998 roku. W nocy przesłuchuję operę dwa razy, choć nigdy nie widziałem jej na scenie. Gościła w Teatro Massimo w Palermo, a Iwaszkiewicz zapewnia, że przedstawienie było znakomite, choć krytycznie ocenia swoje libretto.
Akcja tego dramatu rozgrywa się w XI wieku i osnuta jest na tle uwięzienia w 1014 r. przez księcia czeskiego Udalryka syna Bolesława Chrobrego Mieszka. Ma ono współczesne odniesienia i poprzez nawiązanie do twórczości takich pisarzy jak Teodor Parnicki czy Waldemar Łysiak powstało dzieło, które mógłby zainteresować nie jeden teatr specjalizujący się w klasyce polskiej.
Jego życie dzieli się na dwie części. U kresu, w przededniu śmierci, Łaszowski spogląda wstecz i wypowiada słowa ekspiacji. Pierwsza połowa życia była niespokojna i awanturnicza. Przygodę z literaturą i polityką rozpoczął w cieszyńskim gimnazjum, gdzie poznał awangardę i socjalizm, które aspirują do uniwersalności. Ambitny jak Alkibiades, ufał w swoje zdolności i pragnął sławy. Po rozpoczęciu studiów filozoficznych na Uniwersytecie Warszawskim, angażował się w życie polityczne uczelni, zdobywając uznanie rówieśników. W 1937 roku, niemal z dnia na dzień, nawrócił się na faszyzm, podziwiając nazizm i jego führera. W okupowanej Polsce musiał zmierzyć się z pytaniem o tożsamość, a jego polskość osłabła. Kolaborując z okupantem, zachował kontakty polskie, unikając procesu po wojnie. Po powrocie do Warszawy w 1947 roku, wstąpił do Stowarzyszenia PAX, spędzając drugą połowę życia na synekurach, zajmując się publicystyką i krytyką literacką. Z biegiem lat złagodniał, stając się konserwatywnym ramolem, przypominając sobie ziemiańsko-katolicką formację rodziny. W latach trzydziestych pisał kontrowersyjne teksty, ale po wojnie ustatkował się, przyjmując gust do frazesów i banałów.
Andrzej Stanisław Kowalczyk napisał książkę o Hiszpanii. Bardzo potrzebną. Nie jest to widokówka z podróży na Południe, ale zbiór szkiców pogłębionych, nawiązujący do tradycji polskiej szkoły eseju. Słowa, myśli i obrazy są w tym tomie doskonale dobrane. Tworzą spójną całość, bogatą i różnorodną. Jest w niej miejsce do rozmyślań nad istotą chrześcijańskiej duchowości (św. Jan od Krzyża, św. Teresa z Ávili), namysł nad historią bliskiego nam Śródziemnomorza (Filip II). Jest opis szaleństw i zbrodni (Inkwizycja, wojna domowa), jest literatura będąca tych trudnych kwestii artystycznym odbiciem i próbą ich gruntownego zrozumienia (Cervantes, García Lorca). Jest malarstwo (Goya), a nawet muzyka usłyszana i zapisana delikatnie i wyjątkowo prawdziwie (Joaquín Rodrigo). Marek Zagańczyk
Życie erotyczne FRANZA KAFKI jest tematem licznych analiz, opracowań biograficznych, a nawet powieści. FELICE, MILENĘ, DORĘ traciliśmy jednak z oczu z chwilą, gdy ich związek z autorem Procesu z różnych powodów kończył się. W tej książce trzy kobiety interesują nas nie tylko dlatego, że łączyła je z Kafką więź seksualna. Widzimy w nich autonomiczne osoby, które odzyskują prawo do własnego losu. Tylko dlatego pisał Kafka w liście do przyjaciela w roku 1903 że ludzie wytężają wszystkie siły i ochoczo sobie pomagają, utrzymują się na znośnej wysokości nad piekielną głębią, do której się garną. Są ze sobą powiązani linami i źle jest już wtedy, gdy te liny poluzują się wokół jednego z nich i opada on nieco głębiej niż inni, w pustą przestrzeń, a strasznie jest, gdy liny wokół niego się zerwą i on spada. Dlatego trzeba się trzymać innych. Przypuszczam, że dziewczyny pomagają nam się unosić, ponieważ są tak lekkie, dlatego musimy kochać dziewczyny i dlatego one muszą kochać nas. Mieszkamy zatem w sąsiedztwie piekła, które nas przeraża i przyciąga. Przed upadkiem w otchłań chroni tylko międzyludzka więź. Ale asekuracja byłaby zawodna, gdyby nie wspomagał jej erotyzm. Kobieta ratuje mężczyznę przed upadkiem w pustkę. Erotyzm miał wówczas dla Kafki sens przede wszystkim moralny, pozbawiony był samoistnej wartości.