Knihobot

Traktat o łuskaniu fasoli

Hodnocení knihy

Více o knize

Często przyjeżdżał zimą, ale nie polował, mimo że miał fuzję. Nie wiadomo, do czego mu była potrzebna. Pewnego dnia przyjechał z ciężarówką, zabrał poroża i wystawił domek na sprzedaż. Niektórzy mówili, że znalazł kupca, inni, że wyrzucił je na śmieci. Mógłbym więcej sadzić fasoli, a zamiast łuskać, poszlibyśmy na spacer do lasu. Przywiozłem sporo płyt z muzyką. Nie gram w szachy, bo nie miałem cierpliwości. Czasem grałem w brydża, ale to wymaga czterech osób. Na budowach, jeśli nie piliśmy wódki, graliśmy w różne karty. W szkole graliśmy w pudełka zapałek. Prosta gra polegająca na tym, by pudełko leżało na stole, a potem podbijało się je palcem. W zależności od tego, jak upadnie, tyle punktów się zdobywa. Umawialiśmy się na dziesięć punktów. Gra nie była tak niewinna, jak się wydaje, bo wszystko zależy od stawki. Graliśmy, gdy przychodził wychowawca, nie zapisując punktów. Zbierał pudełka od zapałek, a wieczorami sprawdzał, czy wypaliliśmy wszystkie. Musieliśmy udawać, że szykujemy się do spania, by mógł wyjść. Gdy w końcu wychodził, zaczynaliśmy grać na poważnie.

Nákup knihy

Traktat o łuskaniu fasoli, Wiesław Myśliwski

Jazyk
Rok vydání
2016
product-detail.submit-box.info.binding
(měkká)
Jakmile se objeví, pošleme e-mail.

Doručení

Platební metody

4,4
Velmi dobrá
4022 Hodnocení

Tady nám chybí tvá recenze.

Titul
Traktat o łuskaniu fasoli
Jazyk
polsky
Vydavatel
Znak
Rok vydání
2016
Vazba
měkká
Počet stran
398
ISBN10
8324008918
ISBN13
9788324008919
Série
První vydání
2006
Původní název
Traktat o łuskaniu fasoli
Hodnocení
4,35 z 5
Anotace
Często przyjeżdżał zimą, ale nie polował, mimo że miał fuzję. Nie wiadomo, do czego mu była potrzebna. Pewnego dnia przyjechał z ciężarówką, zabrał poroża i wystawił domek na sprzedaż. Niektórzy mówili, że znalazł kupca, inni, że wyrzucił je na śmieci. Mógłbym więcej sadzić fasoli, a zamiast łuskać, poszlibyśmy na spacer do lasu. Przywiozłem sporo płyt z muzyką. Nie gram w szachy, bo nie miałem cierpliwości. Czasem grałem w brydża, ale to wymaga czterech osób. Na budowach, jeśli nie piliśmy wódki, graliśmy w różne karty. W szkole graliśmy w pudełka zapałek. Prosta gra polegająca na tym, by pudełko leżało na stole, a potem podbijało się je palcem. W zależności od tego, jak upadnie, tyle punktów się zdobywa. Umawialiśmy się na dziesięć punktów. Gra nie była tak niewinna, jak się wydaje, bo wszystko zależy od stawki. Graliśmy, gdy przychodził wychowawca, nie zapisując punktów. Zbierał pudełka od zapałek, a wieczorami sprawdzał, czy wypaliliśmy wszystkie. Musieliśmy udawać, że szykujemy się do spania, by mógł wyjść. Gdy w końcu wychodził, zaczynaliśmy grać na poważnie.